Dużo czasu minęło od ostatniej notki. I dużo się wydarzyło. Będzie skrótowo, po szczegóły zapisu mojego myślotoku z ostatnich kilku miesięcy zapraszam na blipa.
A w skrócie:
- sprzedałem mieszkanie
- spłaciłem kredyt, o którym 8 lat temu myślałem, że będzie “na wieki”
- przez kilka miesięcy zobaczyłem, jak to jest - nie mieć zobowiązań kredytowych, mieć kasę na koncie, dostawać konkretne odsetki. Można się uzależnić, ale sielanka nie trwała długo
- kupiliśmy dom. PA-NI-KA
- wzięliśmy kolejny kredyt, co do którego jestem pewien, że będzie “na wieki”. PA-NI-KA ^ 2
Dodajcie do tego kryzys w gospodarce (ale taki realny, namacalny, nie taki z gazet), tysiąc pięćset sto dziewięćset problemów wynikających z pięciu powyższych punktów, nieprzespane noce, poranne telefony, grzebanie w historii finansowej, prywatnej i zapomnianej, stres, nerwy, decyzje podejmowane w ostatniej chwili i to wszystko w miejscu, gdzie prawie wszystko, co robimy - jest naszym “pierwszym razem”.
Wariactwo. Masakra.
Teraz jedyne, czego potrzebuję, to się upić i spać przez 3 kolejne dni.
Co, oczywiście, nie będzie miało miejsca, gdyż jutro lecimy do Polski.