Supermarket
Lacuna confidential file #15 @ 7 October 2002, 9:38 amPatient: Spotless
- Stój, wracaj!
Jasio znowu odbiegł za daleko. Przeklęty gówniarz, zawsze ucieka gdy już idziemy do kasy. A tam przecież taka kolejka!
- No słyszysz co mówię?
Pewnie, że słyszał. Musiał słyszeć, zanim zniknął za rogiem regału, śmiejąc się donośnie. Pogoń za nim nie miała sensu, z koszykiem i z szóstym krzyżykiem na karku zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Pewnie tylko o to mu chodzi.
- Jasio, słyszysz co mówię do Ciebie! Chodź tu do mnie natychmiast. Patrz coś dla Ciebie mam.
To często skutkowało. Pazerny dzieciak. Zupełnie jak jego tato, mąż Asi. Ech, zawsze byłam przeciwna temu małżeństwu. On jest za ruchliwy dla niej. Moja córka to spokojna dziewczyna, nie w głowie jej głupie pomysły albo spontaniczne zachowanie, głośne zabawy ani dalekie wyprawy. To przecież urodzona domatorka!
Idąc powoli między kolejnymi produktami w stronę, w którą pobiegł Jasio, zobaczyłam puszkę parówek po 2,99! Leader price, takie jak lubię. Zerknęłam na datę ale nie byłam w stanie stwierdzić, czy to data produkcji czy termin ważności. Wezmę, a jak będą niedobre, dam Asi dla męża.
- No jesteś. Nie uciekaj mi, słyszysz? Jak ten Jurek Ciebie wychowuje, no sam powiedz no. Masz batonika.
Ja bym go lepiej wychowała, gdyby zostawał ze mną chociaż trochę dłużej i częściej. Ale on chyba broni Asi przyprowadzać Jasia do mnie tak często. Skurczybyk.
Doszliśmy do części z kasami, kolejki były duże.
- Cholera jasna, patrz to przez Ciebie gówniarzu. Gdybyśmy doszli tutaj wcześniej, mielibyśmy dobre miejsce.
Przeszliśmy się wzdłuż, a po chwili z powrotem. Same długie kolejki. I żadnej znajomej czy sąsiadki blisko kasjerki, żeby zagadać i stanąć obok. W końcu stanęliśmy za jakąś młodą parą z zawalonym wózkiem. Cóż, może przynajmniej szybko pójdzie.
- Jasio, nie ruszaj się, stój spokojnie.
Młodzi wypakowywali rzeczy na taśmę kasy, stanęłam za ich wózkiem i powoli zaczęłam pchać go w ich stronę, no bo tak będzie szybciej. Facet zerknął na mnie, a po chwili na swoją dziewczynę. Uśmiechnęli się do siebie pobłażliwie. Cholerna młodzież. Ona taka młoda a już się zadaje z facetami. Zupełnie jak moja Asia - i jak skończyła?
Wyładowali już wszystko i przesunęli się w końcu do przodu, mogłam zająć się swoimi zakupami. O, piwo kupili. I to ile! Pijacy no. Pewnie ten facet ją upija i dlatego są razem.
Ich ketchup stał trochę krzywo, więc poprawiłam. No i położyli serki obok mydła, słyszał kto?! Przesunęłam je więc bliżej mleka, podobnie jak piersi z kurczaka (dużo wzięli, pewnie rodziców nie ma w domu i imprezę szykują, gnuśna młodzież!). A oni znowu na mnie zerknęli tak dziwnie. Moje zakupy były dużo mniejsze, ale ja mniej zapłacę, ha!
- Jasio, nie wierć się. Zostaw te gumy.
No oczywiście! Jak przyszło do płacenia okazało się, że młodzik pieniążków nie ma! Jakżeby inaczej. Dał pani kartonik, pewnie na kreskę chce. A ta kreska w dzisiejszych czasach strasznie długo trwa, bo ona musi z szefostwem przez komputerek taki mały się porozumieć, on później musi podpisać i tak dalej.
A ja zawsze mam grosz przy sobie, na zakupy, no bo jak inaczej. Pewnie rodzice im pożałowali i na kieszonkowe pieniążków nie dali. I dobrze im tak.
Zapakowali swoje zakupy i zaczęli się zbierać. Mignęła mi obrączka na jego dłoni. No ładnie! Zerknęłam na brzuch tej młodej. Ha, jeszcze nie widać, ale ja wiem swoje. Wcześnie zaczynają dzisiaj.
Zupełnie tak jak Asia.