Pong
Lacuna confidential file #327 @ 30 April 2006, 5:47 pmPatient: Spotless
Dziwny jest ten czas. Właściwie mam wrażenie, że dookoła każdy zajął się sobą. Albo pracą. Kręcą się tryby maszyny, dzień mija za dniem; gdy wystarczy sił i chęci spędzamy miły wieczór tutaj lub tam, oglądając lub słuchając, grając w coś razem lub osobno. Po prostu “es geht”, ale wrażenie jest takie, że zarówno my przysuwając się znowu do siebie dla bezpieczeństwa? ze strachu? odsunęliśmy się od innych, a inni również dla bezpieczeństwa oddalili się od nas.
I tak to jest, każdy sobie i dla siebie, a przecież nie o to chodzi.
Nie jest to marudzenie, lecz spostrzeżenie. Przecież sam niedawno pisałem o skupianiu się na rzeczach istotnych, pora zrewidować priorytety. Może jednak zbyt gwałtownie? Może inaczej nie potrafię?
Poza tym — już Maj, szalenie szybko i wcześnie w tym roku nadszedł ten miły i ciepły miesiąc, nie uważacie? Co prawda “ciepły” w zaciszu firmowej klimatyzacji to trochę stwierdzenie na wyrost, ale nawet wracając późno z roboty widać, że wszystko kwitnie.
Mniej czytam książek “pozabranżowych”, mniej chodzę do kina — karnet już się nie kalkuluje — to minusy, ale Sanatorium już nie jest potrzebne. Teraz praktykujemy Sanatorium-dla-potłuczonych-par, a ono rządzi się innymi prawami.
I dobrze.
May 1st, 20068:06 pm at
to ciekawe, ten fragment o czymś, co tzw. moje pokolenie (?;-) nazywało „emigracją wewnętrzną”…
…dookoła każdy zajął się sobą…
tak się porobiło w 1982 roku; z nami.
po euforii — przyszło zamknięcie się.
ale to jest (choć niemiłe) — to jednak rozwojowe.
wszystko rozwija.
nawet więzienie…;-)
(choć wolę uniwersytety. znaczy wolałem; bo teraz…)