Post-adventum
Lacuna confidential file #33 @ 4 January 2004, 4:10 pmPatient: Spotless
Adwent minął, ale ja nawiążę.
Jako dziecko bardzo lubiłem kalendarze adwentowe. Chodziło o otwieranie drzwiczek adwentowej bombonierki, tylko jedna czekoladka dziennie. Na koniec, w Wigilię, ostatnia, największa czekoladka. Kalendarze adwentowe uczyły cierpliwości i oczekiwania.
Także w tym roku, wzruszeni dziecięcymi wspomnieniami, kupiliśmy sobie prosty kalendarz. Dwadzieścia cztery drzwiczki, które mniej lub bardziej systematycznie otwieraliśmy.
Niestety, konfrontacja wspomnień z rzeczywistością była bylesna. Bo jak można w kalendarzu adwentowym dać czekoladki w kształcie: wiedźmy na miotle (czwartego grudnia), dwóch muchomorków (dwudziestego drugiego), szyszki, która w formie czekoladowej wyglądała jak, pardon my french, kupa (dwudziestego pierwszego), kaczuszki (dziewiętnastego), pisanki (sic! jedenastego) oraz, uwaga, wielki finał, dwudziestego czwartego grudnia dziecko wyciąga czekoladkę w formie… skrzata robiącego (wspomnianą?) kupę!
Naprawdę, nie zmyślam. Próbowaliśmy innych interpretacji tych kształtów, nie dało rady. Przez jakiś czas formy po tych czekoladkach do wglądu u nas. Nie da się ich inaczej zinterpretować. Brawo dla POMORZANKI Słupsk i ich dowcipnych artystów, duch świąt podtrzymany.