Egoistycznie
Lacuna confidential file #415 @ 29 June 2006, 11:28 amPatient: Spotless
Budzę się z erotycznego koszmaru (niezła mieszanka) i zamiast odsunąć [krok w bok i w tył] – przytulam się do śpiącej E., by po chwili wstać i wziąć prysznic. Potem długie spojrzenie pełne emocji [kocham cię] i krótkie cześć [tracę siły]. Jeszcze na schodach włączam głośną muzykę i wybiegam z domu. Przy furtce mokry krzak smaga mnie po twarzy, orzeźwiając.
Wczoraj późnym wieczorem na Grafton Street facet grał na gitarze elektrycznej. Miał talent — najpierw grał podkład, zapętlał i później do niego grał solówki, zmieniając go co jakiś czas. Jednoosobowa orkiestra. Stałem tam dłuższą chwilę, wymyślając różne słowa do tej muzyki [brzydkie słowa].
A ja naprawdę nie jestem w żadnym dole. Dystans i cynizm [imitation of life] chronią, a egoizm [ja nie ustąpię, nie znowu] przywraca poczucie własnej wartości [teraz to ja oczekuję]. Mimo, że wiem — że takie podejście nie pomaga. I co z tego, że wiem jak “powinienem” się zachować żeby było “dobrze”, skoro to “powinienem” i “dobrze” są tak bardzo względne i zwykle oznaczają [krok w bok i w przód]. Nie będę, nie chcę tak. Takie pytanie: a ja? A JA?
Lubię ten moment, gdy opuszczam ruchliwe rondo i wchodzę do ’swojego’ parku biznesu. Uderza w nozdrza zapach kwiatów, lekko duszny ale przyjemny — szczególnie gdy jest ciepło i świeci słońce. Oddycham głęboko przez całą drogę, dotleniając się — by starczyło na cały dzień siedzenia w klimatyzowanym office. Mam dużo takich “to lubię” momentów, przez to jeszcze lubię to miasto i bycie tutaj. Ale nie tak, jak kiedyś, w końcu nastawienie bliskiej osoby wpływa też na moje [szkoda].
Egoistycznie, bo to moje potrzeby są ważne, takie podstawowe, zwykłe, proste i nie chcę ustąpić [krok w bok i w tył]. Zrezygnowałem już z wielu istotnych dla mnie spraw, z pierdolonej męskiej/ludzkiej dumy przede wszystkim — ale dalej się nie cofnę. Namiastki nie cieszą, nawet jeżeli przychodzą z trudem [imitation of life]. A raczej: namiastki nie cieszą szczególnie gdy przychodzą z trudem. Nie można ciągle się szarpać i walczyć o wszystko.
I tak siedząc na trawie w parku upewniam się w swoich myślach i postanowieniach [nie ustąpię] i jednak w końcu ustępuję. Bo nawet jak się człowiek bardzo zmieni, to kurwa niestety nie aż tak.

June 29th, 20064:33 pm at
hej Spotless,
najblizszy weekend pod znakiem zielono-zoltej flagi stoi. a precyzyjniej: Capoeiry. piatek: wieczorny trening i potem brazylijska impreza w Craw Daddy, w sobote kilkugodzinne warsztaty Capoeira, a w niedziele roda na Grafton Street. dasz sie skusic?.. fizycznie: lepiej nie mowic, szalenstwo, ale w zamian gwarancja chwili psychicznego oddechu. i mnie taka perspektywa zachwyca. wot i wariat, szkoda gadac.
June 29th, 20069:49 pm at
Jak najbardziej jestem chetny na takie klimaty ;-) Dzieki! Ale dla mnie ten weekend stoi pod znakiem innej flagi, kumpel robi wieczor kawalerski w AMS wiec — tez interesujaca perspektywa ;-) Ale nastepnym razem chetnie!
July 13th, 20069:39 am at
hejo!
z powrotem w Dublinie. mow, prosze, kiedy/gdzie! z checia sie sprobuje (chociaz mysle, ze bedzie ciekawie - ostatni raz gralem w noge pare lat temu… :))) hmm… a moze po prostu do mnie napisz?
pozdrowienia serdeczne! :)
ps. bardzo pilnie cwicze headbutting :)))