It had to be said in old ladies’ language
Lacuna confidential file #44 @ 25 May 2004, 12:44 pmPatient: Spotless
Czasem mam takie dni, że do otoczenia podchodzę bardzo negatywnie i krytycznie. Różnie się to objawia - jeżeli dotyka to osób bliższych, miło na pewno nie jest. Ale ja nie o tym.
It had to be loud mouthed on the comedy hour
Długa jazda autobusem, z jednego końca miasta na drugi. W uszach muzyka, a właściwie — wykrzyczany przez Rage Against the Machine — agresywny wiersz Allena Ginsberga.
W uszach krzyk, a w autobusie obrzydliwość. Obrzydliwi ludzie.
Najpierw — paskudny odór niemytego ciała. Dolatuje gdzieś z tyłu autobusu, ale ciężko zidentyfikować sprawcę. Nie widać żadnego menela. Tylko smród. Kilka osób zatyka nos. Ale nie zmieniają miejsc, jednak miejsce siedzące w autobusie jest ważniejsze niż potworny zapach gnijącego brudu na ludzkim ciele. Okropność. Odwracam wzrok.
Brute force and full of money
I widzę faceta o posturze neandertalczyka, siedzącego w poprzek siedzenia, obok niego torba foliowa rozwalona, wysypują się z niej jakieś brudne ręczniki. Facet ma przepocone żółte włosy i ciągle rusza szczęką żując orzeszki ziemne. Wchrzania te orzeszki przez całą cholerną drogę, gapiąc się z durnym wyrazem twarzy gdzieś w dal.
One big set of gangs working together in cahoots
Na przystanko weszło dwóch gnojków. “Stylowo ubranych”. Jeden z nich wyciągnął żółte radio przenośne - w kształcie małego wahadłowca (sic!). Paskudne, żółte radio, którym od razu zaczął uszczęśliwiać współpasażerów jakimś umpashitem z eteru. To byli w takim razie bardzo cool chłopcy. Przestawiłem mojego playera na full.
It had to be the CIA and the Mafia
A później, przy cmentarzu, do autobusu weszła grupa bojówkowa solniczek. Babcie cmentarne kończące pierwszą zmianę. Przez naturę i lata ćwiczeń przystosowane do rozpychania się, walki o miejsce w autobusie, kolejce, gdziekolwiek. Szersze w barach od wielu byczków z siłowni. Z zabójczymi łokciami umieszczonymi na wysokości splotu słonecznego bądź brzucha (a niektóre, o zgrozo, jeszcze niżej). Zastęp babci wpada tyralierą do autobusu i z miejsca rusza szturmem na miejsca. W pierwszej kolejności zajmują wolne “dobre” miejsca. Wolne “złe” pozostają wolne, a babcie obstawiają “dobre” miejsca zajęte przez młodzież. Zwiesiwszy swoje wielokilowe cyce błyskwicznie zabierają nieszczęśnikowi tlen. Młody człowiek jest bez szans.
Po przejechaniu jednego bądź dwóch, solniczki wysiadają. Veni vidi vici.
Przerzucam się na rower także na dalsze dystanse, słowo daję.