November has come. Łatwiej jest wyburzyć?
Lacuna confidential file #550 @ 2 November 2006, 10:17 amPatient: Spotless
“Ukochany” listopad pojawił się jak zwykle zaraz po październiku, mimo to wywołując lekkie zdziwienie. Momentalny flashback, dwa lata wstecz, i już jestem udupiony w bagnie ciężkich myśli i wspomnień. Napływają falami, tłocząc się i potykając o siebie, kopiąc mnie z różnych stron. Prowokują też inne wspomnienia, cały ich łańcuch, obrazy, uczucia, myśli, zapachy — przebiegają pod zamkniętymi powiekami. Muzyka w uszach jest głośna, ale nie daje rady zagłuszyć tej wędrówki po mapie utworzonej z neuronów. I tylko mam nadzieję, że — podobnie jak w wiadomym filmie — w momencie, gdy te obrazy przelatują przed oczami, ktoś przy konsolecie naciska Delete.

Ale, czy aby na pewno chcę, żeby te wspomnienia uciekły…?
wolno nam iść
wolno nam być
wolno nam widzieć
wolno nam żyć
wolno nam w telewizji
robić ciałem różne cuda
może uda się coś wygrać
może wygrać się coś uda
a jeśli nie
to nie jest źle
bo na ulicy poznają mnie
Wraz z listopadem w Irlandii rozpoczyna się zima, przyroda posłusznie idzie w parze z kalendarzem; w nocy pojawiły się pierwsze przymrozki. Ludzie znowu biegają rano z kubkami wrzątku, polewając zmrożone szyby. Chodzę własnymi śladami sprzed roku, mając w głowie trochę podobne myśli. Równo przed rokiem rozpocząłem pracę w Korporacji i uczciłem to uczestnicząc w kolejnej rozmowie kwalifikacyjnej. Następne są już w kalendarzu. Dziwnie się czuję, gdy słucham “Akurat” piosenki “Wolny 2003″. Jakby ktoś nakrył mnie na robieniu czegoś złego.
mamy wolną rękę
ale ona nas uwiera
ciągle trzeba decydować
ciągle trzeba coć wybierać
prawdziwe życie czy kariera
prawdziwe życie czy kariera
wolno nam budować
ale łatwiej jest wyburzyć

November 2nd, 20061:30 pm at
Rok to mnóstwo czasu, tym bardziej dwa. Po przeczytniu notki, przypomniało mi się, kim byłem, co robiłem i jakie miałem plany rok czy dwa lata temu, a jak jest teraz i wychodzi, że jest nas trzech i każdy ma inne poglądy. Pozdrawiamy wszyscy trzej :-)
“Nothing lasts forever, even cold November rain”
November 2nd, 20069:55 pm at
Cos jest na rzeczy z tym listopadem. dokladnie 4 lata temu (2 listopada) tez spieprzalem z Polski byle dalej. byle w nowe i dalej od tego czego nie potrafilem zrozumiec. wiec chyba jednak burzyc latwiej …. zwlaszcza w deszczu.
ale potem doczlapal sie do mnie w koncu maj i wszystko znowu bylo dobrze.
a jesli juz cytujemy popularnych rockmenow naszej mlodosci to na november rain rzeklbym raczejl:
Kołysz się cały czas, Kołysz się aż do dna, Kołysz się zawsze, Kołysz się
trzymaj sie cieplo
November 3rd, 200612:38 am at
zamiast moich wypocin:
http://www.scotthyoung.com/blog/2006/11/01/a-drop-of-success/
http://www.scotthyoung.com/blog/2006/10/15/when-to-quit/
i perelka:
http://www.scotthyoung.com/blog/2006/10/17/i-will-be-happy-when/
…!
November 3rd, 20067:59 am at
Nieszczęsny dar wolności.
Spowiedź rewolucjonisty.
Nie chcę myśleć, co było rok temu, nie chcę zastanawiać się, co jest, a czego nie ma teraz.
November 4th, 20068:52 pm at
wszyscy mamy swoje listopady i swoje “dwa lata temu… trzy lata temu… pięć lat temu…”.
i wcale nie wiem, czy dobrze jest w tym nadal, po tych dwóch, trzech, pięciu latach, grzebać (zwłaszcza, było nie było, publicznie).
bo nigdy nie chciałabym przeczytać na blogu M., że łatwiej jest burzyć.
(może nie rozumiem, może nie moja sprawa, może nie powinnam się wtrącać, ale i tak — nie chciałabym)
November 4th, 200611:55 pm at
Evva, na szczęście nie zrozumiałaś tego — w burzeniu chodziło o ten krok który teraz podejmujemy wspólnie, a nie o ten sprzed roku, dwóch czy pięciu. Podejmujemy go razem a mimo to jest to burzenie tego, co już zbudowaliśmy. I tylko po to, żeby było “lepiej”. I oby było.