My Day
Lacuna confidential file #629 @ 23 March 2007, 4:29 pmPatient: Spotless
“My Day” to nazwa nowej Macowej aplikacji, która jest częścią programu pocztowego Entourage, przy którym pracuję.
Ale teraz, po ponad miesiącu w Silicon Valley, będzie po prostu o moim przeciętnym dniu.
Wstaję zwykle ok. 6:40. Czasem 10 minut wcześniej, jeżeli chcę się ogolić, ale z lenistwa nie robię tego codziennie. Jest jeszcze przed wschodem słońca, ale na zewnątrz jest już wystarczająco jasno, by nie miało się wrażenia wstawania w środku nocy. Nie mam określonej godziny, od której muszę zacząc pracę — ale sam dla siebie wolę zaczynac wcześniej niż później — i dzięki temu wcześniej mogę wrócic do domu.
Biorę długi, ciepły prysznic, zbieram swoje zabawki i w zależności od tego, czy decyduję się jechac pociągiem czy samochodem — biorę ze sobą książkę lub kilka płyt z muzyką. Z dojazdem do pracy jest tak: samochodem (szczególnie nowym!) bardzo lubię jeździc, jednakże korki na autostradzie z San Francisco do Mountain View (i w drugą stronę) są dosyc uciążliwe. Owszem, gdy wyjadę przed siódmą nie jest jeszcze tak źle: trasa ok. 60km zajmuje ok. 45-50 minut. Ale jest to czas (razy dwa), który jest właściwie stracony: muszę byc skupiony na 5-pasmowej autostradzie, na której się naprawdę dużo dzieje. Dlatego 3-4 dni w tygodniu jeżdżę do pracy pociągiem. Stację w San Francisco mam 2 minuty piechotą od mieszkania, a ze stacji w Mountain View kursuje Microsoftowy busik, który zawozi pasażerów do kampusu. Całośc zajmuje ok. godzinę, ale jest to czas, kiedy mogę coś poczytac, popracowac lub po prostu odpocząc. Dodatkowo, Microsoft dofinansowuje dojazdy komunikacją miejską, więc jazda pociągiem wychodzi taniej niż dojazdy samochodem.
Tak więc wsiadam w pociąg, zajmuję miejsce najczęściej na górnej platformie twarzą na wschód i o 7:11 odjazd. Po kilku(nastu) minutach (coraz wcześniej z dnia na dzień) zaczyna wschodzic słońce — akurat w momencie, gdy z pociągu widac zatokę San Francisco. Promienie słońca uroczo odbijają się od tafli wody, oślepiając i budząc. Bardzo lubię ten moment — odkładam wtedy książkę i cieszę się zaczynającym się dniem.
Podróż mija szybko i docieram do kampusu Microsoftu. Nie jest on duży - 5 niskich budynków, otoczonych parkingiem. Do tego dwa boiska, jedno do kosza i drugie do siatkówki plażowej. Chętni mogą zobaczyc “rzut ptasim okiem” (Bird’s Eye view) na kampus.
Po wejściu do “mojego” budynku wita mnie Pablo Picasso z plakatu “Think different” Apple. Przechodzę przez kuchnię, gdzie robię sobie szybkie śniadanie (płatki), a później kawę. Budynek o tej porze (8:10) jest jeszcze pusty. Również lubię ten moment, mogę spokojnie sprawdzic pocztę, złapac jeszcze online znajomych w europejskiej strefie czasowej, zadzwonic do rodziców. W piątki jest jeszcze sympatyczniej, rano w pokoju gier czeka cała góra pączków, bułeczek i owoców. Taki miły sygnał, że zaczyna się weekend.
Powoli, z kubkiem smacznej kawy, rozkręcam się i zaczynam pracowac. Ten czas — do lunchu — jest dla mnie najbardziej produktywny. Później za dużo się dzieje, by móc coś zrobic: lunch, jakieś zebrania, obowiązkowa runda w Halo na XBoksie o 3ej i właściwie już powinienem się zbierac z powrotem do San Francisco.
Lubię wracac pociągiem o 4:58, gdyż ma on bardzo malowniczego konduktora. Staszy pan, który właściwie zawsze się uśmiecha i zawsze każdego zagada. Przez mikrofon przed każdą stacją w bardzo barwny sposób zapowiada jej nazwę, np: “Ze wszystkich miejsc na ziemi zatrzymujemy się w Milbrae”. Albo: “Jeżeli macie ochotę na pyszne meksykańskie jedzenie, polecam wysiąśc teraz na stacji Palo Alto”. I wychodząc, “nie zapomnijcie zabrac swoich rzeczy osobistych takich jak laptopy, parasolki, bluzy czy dzieci”.
Słońce zachodzi teraz ok. 7:30, wiec po powrocie z pracy mamy jeszcze trochę czasu, by nacieszyc się kończącym się dniem. Mieszkamy wystarczająco blisko centrum, by móc przespacerowac się Embarcadero Road przy wybrzeżu albo przez China Town do Downtown. Ewentualnie, gdy nie chce nam się nigdzie iśc, zjeżdżamy tylko windą i w naszym budynku korzystamy z pokoju gier, gdzie jest do dyspozycji bilard, ping-pong, piłkarzyki, sala gimnastyczna, siłownia czy ścianka do wspinaczki.
O samej pracy postaram się napisac więcej w następnej notce. Będzie bardziej technicznie i geekowo.

Zachód słońca w San Francisco Downtown, widziany ze wzgórza Twin Peaks.
March 23rd, 20075:09 pm at
Ja juz nie zazdroszcze…ja tam chce byc…Mamo…!!!
Ladnie napisane, by the way…. Kolega literat…fiu fiu…
kiss from windy city…
PS. a my tez mielismy dzis paczki…tralalalalalala
March 23rd, 20079:12 pm at
Brawo Spotless! Świetnie napisane. Bardzo się cieszę, że tak ładnie Ci się wszystko ułożyło. Wschód słońca przez okno ruchomego pojazdu to jedno z magicznych uczuć dla których warto żyć.
Czytam trochę analiz amerykańskiego rynku nieruchomości. Może niedługo rzeczywiście kupisz coś za pół darmo. Miejmy nadzieje, że fala bankructw po szale kredytów hipotecznych dotknie też ludzi w dobrych dzielnicach. Żebyś miał z czego wybierać :)
March 23rd, 20079:40 pm at
He, no wlasnie. A w tym czasie historia kredytowa sie poprawi.
Bankructwa mowisz. Wlasnie mnie zdziwilo, ze kazda aplikacja o kredyt/ konto bankowe/ karte kredytowa zawiera pytanie, czy sie kiedys oglosilo bankructwo. “Yes” z reguly oznacza odmowe.
Ciekawe, jak bedzie z tym rynkiem nieruchomosci… podrzucisz jakies linki do analizy? Dzieki.
March 24th, 200711:28 am at
Był o tym artykuł w ostatniej Polityce: http://www.polityka.pl/polityka/index.jsp?place=Lead122&news_cat_id=1091&news_id=213536&layout=18&forum_id=9256&fpage=Threads&page=text
March 25th, 200711:04 am at
Intrygujący opis, może niedługo znowu coś wydasz w twardej okładce.
A tak a propos Spotless Mind:
http://www.nature.com/news/2007/070305/pf/070305-17_pf.html