Koniec zapieprzania (na razie)
Lacuna confidential file #748 @ 11 December 2007, 6:57 pmPatient: Spotless
Nadszedl ten arcyciekawy dzien, kiedy moge powiedziec, ze ’skonczylem’. Mowie o pracy i produkcie, przy ktorym przyszlo mi zasuwac przez ostatnie 10 miesiecy. Programisci maja chwile oddechu, podczas gdy zaczyna sie wytezona praca dla wszystkich zwiazanych z fizyczna produkcja i promocja, a takze lokalizacja (tutaj szczegolne pozdrowienia dla Evvy :-)).
Nie oznacza to niestety laby — nie bez kozery od kilkudziesieciu lat uczy sie informatykow o CYKLU zycia oprogramowania. Owszem, zakonczenie produkcji wersji jest duzym i najwazniejszym kamieniem milowym, ale od razu zaczyna sie kolejny obrot cyklu, wszak nastepne wersje sa w planach. Nie ma czasu zaladowac.
Przesadzam. Teraz jest czas na swietowanie — i uwierzcie mi — zasluzone. Ten tydzien napakowany jest roznego rodzaju imprezami, glownie nastawionymi na podstawowy odstresowywacz geekow, czyli alkohol. W tym jedna impreza wyjazdowa do centrali w Redmond, a tam jak wiadomo — hell breaks loose. Jak bede pamietal, zdam relacje, jak to wyglada tutaj. Polskie imprezy firmowe byly bardzo barwne, ale na sama mysl o wypitej tam cieplej wodce robi mi sie niedobrze.

December 11th, 20077:22 pm at
Oby się obeszło bez strat w ludziach ;)
A jak mi przyjdzie lokalizować, to się niezawodnie zgłoszę na konsultacje :)