O komputerach na moście
Lacuna confidential file #85 @ 6 February 2005, 6:51 pmPatient: Spotless
W skrócie: mam zrobić policjantowi dobrze w zamian za mandat. A to było tak:
Nie ukrywam, przekroczyłem dozwoloną prędkość. I tak dobrze, że tylko o 37 km/h, zwykle na tym moście jadę znacznie szybciej…
W dwóch-trzecich długości mostu, umundurowany pan czerwoną końcówką do mnie pomachał. Opanowałem poślizg w trakcie jednoczesnego hamowania i zmieniania trzech pasów, by zatrzymać się przed radiowozem. Nie powinni tak robić, to stwarza realne zagrożenie na drodze.
Przygotowałem dokumenty i na prośbę funkcjonariusza (”Gdzie pan się tak spieszy?”, “Wie pan, właściwie to do kościoła”) udałem się do ich przytulnego passata. W drodze do pokazali mi jeszcze radar z “97″ na nim. Z faktami ani radarami się nie dyskutuje, więc zająłem miejsce z tyłu.
Rozmowa była sympatyczna. Pan starał się ocenić moje możliwości finansowe (zupełnie jak zdolność kredytową) pytając o to czym się zajmuję. Zgodnie z prawdą (chociaż niepełną) powiedziałem, że się doktoryzuję. Na informatyce. “Ooo, komputery. Pan dobry w te klocki?” zapytał, jednocześnie dodając, że moje wykroczenie to 300 zł i ileśtampunktówkarnych, ale tych chyba jeszcze nie mam więc to nieistotne.
“Tak, trochę w komputerach siedzę” powiedziałem i pomarudziłem o wysokości stypendium. “A windowsy pan zna?” zapytał i poinformował mnie, że taki jest taryfikator i tu nie ma widełek żeby zejść na niższy pułap kary. “Windowsy znam, chociaż to trudna sztuka” odparłem i wyraziłem zmartwienie, że to właściwie początek miesiąca. “Bo kolega ma problemy z wirusami” powiedział.
Zapadło najstarsze milczenie na świecie, kiedy to ważą się losy ludzkich potrzeb, banknotów, punktów karnych, interesów funkcjonariuszy, dobroci serca, niewdzięcznej pracy i zamiłowania do informatyki.
“Nooo. To chętnie bym pomógł, o ile będę w stanie” powiedziałem i w nagrodę otrzymałem z powrotem moje dokumenty. “Przysługa za przysługę”.
I tak to mam w telefonie ciepły jeszcze numer do funkcjonariusza w potrzebie, obiecałem przedzwonić w tygodniu. Zaufali mi, nie spisali, mogę w sumie o sprawie zapomnieć. Byle tylko nie rzucać się w oczy na tym moście.
Ale z drugiej strony. Może jednak powinienem zadzwonić? Jak myślicie? :-)