W słoneczne wtorkowe południe, gdzieś w Luizjanie, prawdopodobnie w okolicach Nowego Orleanu, nieznany mi osobnik wybrał się na zakupy.
Wiadomo — każdy od czasu do czasu musi zakupy zrobic. Te zakupy miały byc trochę większe, wszak mając dom w okolicy Nowego Orleanu zawsze jest w nim coś do zrobienia. Oczywiście podłoga już wyschła, ale dom trzeba wyremontowac, przemalowac. Już prawie wszyscy sąsiedzi na ulicy domy swoje odmalowali, tylko rodzina tego nieznanego osobnika jeszcze nie. Siara.
Panowie (lub panie, płci nie znam, dokładnej liczby również) wybrali się zatem do sklepu Lowe’s, odpowiednika europejskiej Castoramy. Można tam kupic wszystko, czego może potrzebowac osoba z walącym się domem w potrzebie. Wózek sklepowy został załadowany artykułami pierwszej potrzeby i grzecznie czekał w (krótkiej o tej porze) kolejce do kasy.
Oczekując na przeskanowanie towarów i zapakowanie ich przez uczynną kasjerkę, Pan Domu upewnił się zerkając na obsługiwanych klientów, że płacąc kartą kredytową nie trzeba się podpisywac lub prezentowac dowodu tożsamości. Co prawda Pan Domu sprawdził to już wcześniej, jednak zawsze warto się upewnic, niż zostac później zaskocznym. Po upewnieniu się, uspokoił swoje rozbiegane myśli i zaczął rozważac świetlaną przyszłośc swojej rodziny w odmalowanym domu. Sąsiedzi w końcu przestaną szczac do ogródka, pomyślał.
Skanowanie i pakowanie zakupów poszło sprawnie. Pan Domu niedbałym ruchem wyciągnął z portfela kartę kredytową i przeciągnął ją przez czytnik.
* * *
Wieczorem tego samego dnia, wiele tysięcy mil na Zachód, przy kasie w Ikei Palo Alto stałem ja z żoną, z wózkiem pełnym charakterystycznych pudełek. Niedbałym ruchem wyciągnąłem kartę kredytową i przeciągnąłem ją przez czytnik. “Declined” — pojawiło się na monitorku. Transakcja odrzucona. Kilkukrotne próby nie przyniosły rezultatu. Ostatecznie trzeba było zapłacic kartą debetową.
* * *
Rankiem następnego dnia zadzwoniłem do centrum autoryzacji kart mojego banku, by dowiedziec się, że w czasie, gdy ja spokojnie siedziałem w pracy, we wtorkowe południe, ktoś w Luizjanie próbował dokonac zakupu na kwotę $216, używając mojej karty kredytowej. Transakcja została odrzucona jako podejrzana (zakupy w odległym stanie w krótkim odstępie czasu) a karta tymczasowo zablokowana. Padłem ofiarą przestępstwa określanego tutaj jako “skimming” — ktoś fizycznie skopiował moją kartę i sprzedał/przetransferował dane do Luizjany, gdzie była próba jej użycia.
Jako, że nie używam karty kredyowej w bankomatach, jedynym miejscem, gdzie mogła zostac skopiowana, to któraś z restauracji przez nas odwiedzonych w przeciągu tych sześciu miesięcy. W Stanach, niestety, kelnerzy nie przynoszą przenośnych terminali do stolika, lecz zabierają kartę i zanoszą w mroki zaplecza, gdzie mogą z nią zrobic co chcą. I jakoś nikt nie dba o to, żeby wprowadzic dodatkowe zabezpieczenia, chipy, PINy, weryfikacje. Bankom i tak bardziej opłaca się ponosic koszty tych przestępstw, niż wprowadzac ograniczenia utrudniające korzystanie z plastikowych pieniędzy.
Welcome to the jungle.
* * *
“Declined” — pojawiło się na monitorku. Transakcja odrzucona. “Fuck” powiedział Pan Domu w Luizjanie, machnął ręką, zostawił zakupy i wyszedł ze sklepu. Nie będzie malowania domu tego lata. Trudno. Może następnym razem.
