Koledzy z osiedla
Lacuna confidential file #398; Mind map location(s): Chaos, Męski etosMemory mapped on: 22 June 2006, 9:50 am
Patient: Spotless
Gdy byłem młody[1] grywałem z kolegami “z osiedla” w piłkę w parku. Sobotnie południowe mecze były czymś bardziej pewnym i podobnie oczekiwanym jak seks z dziewczyną[2]. Zbieraliśmy się w parku, z plecaków czy kurtek robiliśmy bramki i z niepokojem czekaliśmy na “kolegę od piłki”, gdyż zawsze był problem kto zabierze ze sobą futbolówkę.
W momencie, gdy quorum się zebrało, zaczynała się rzeź. Nikt nie oszczędzał goleni, kostek, twarzy. Na bramce trzeba było się rzucać, przeciwnika faulować. Niektórzy byli w tym lepsi, inni gorsi, ale zabawa była piękna i przyjemnie bolesna[3]. Było nas sześciu, czasem jeszcze ktoś się dołączał.

Gdy już mieliśmy dosyć, zbieraliśmy swoje rzeczy i siebie trochę jak po bitwie. I tak też często wyglądaliśmy — dlatego mecze nie były częściej niż raz w tygodniu, nawet w naszym wieku potrzebowaliśmy dużo czasu na regenerację. A sama gra była rozładowaniem po całym tygodniu szkoły/domu/rodziców/problemów.
Po meczu szliśmy na lody, a po pewnym czasie — lody zmieniliśmy na piwo w uroczym mini-rynku niedaleko. Tam siedzieliśmy odpoczywając kilka godzin, rozmawiając na poważne tematy (patrz [2]). Nie były to wielkie przyjaźnie, ale też osiedle nie było jedynym co nas łączyło.
Wspominam to właśnie teraz, gdyż kilka lat temu nasze drogi się rozeszły (studia, wy/przeprowadzki, żony) — ale teraz prawie znowu jesteśmy sąsiadami. Z naszej szóstki już czterech jest w Irlandii (prawie przypadkiem…), jeden w Stanach i jeden w Polsce. W planach zatem znowu mamy mecze, tym razem w Phoenix Parku. Nie wiem, czy będzie to tak pewne i wyczekiwane jak kiedyś, ale i tak to miła perspektywa. Korki i ochraniacze czekają.
[1] No dobra, poprawię się: “gdy byłem bardzo młody”
[2] W sumie teraz trochę z niepokojem wspominam, że w tamtych czasach w trakcie rozmów z kolegami “seks” zawsze padał w parze z “z dziewczyną”, tak jakby to nie było takie oczywiste. Cholera.
[3] Cholera.




1:2 