Jeśli macie dość cynicznych lub idiotycznych manipulacji mediów, ale lubicie cynizm i idiotyzm :)
a w szczególności:
*
A propos NewYorkera i ostatniego dowcipu o Zbigniewie. Proponuję obejrzeć sobie najnowsze odcinki Family Guy’a. Ostrość dowcipów o Czarnych, Żydach i Irlandczykach porównać można tylko z czystą kapsaicyną. A o Polakach ani słowa. Więc gadki, że “tylko Polaków można w USA obrażać” są mocno przesadzone.
Ich subtelne poczucie humoru… *
Dwa lata temu rozmawialiśmy ze Świadkiem, że ch*jowo, że się nie da na jednym obrazku mieć różnych naświetleń. Na przykład słoneczne niebieskie niebo ponad zacienionym pasmem górskim. Otóż da się. Od tej pory mówcie mi HDRKidA :)
Też San Fransisco - autorstwa panhandler
*
Prawdziwi mężczyźni o pieniądzach nie rozmawiają. Ale jesteśmy w Web 2.0. I płci tu nie ma :) Rybiński i inni…
a także o etyce podatku nieliniowego. Dotyczy krezusów z Krzemowej Doliny ;)
przepiękny eufemizm o ludzkości z recenzji genialnego Pinkera: “No one is a saint, and most people calibrate their conscience against a level of minimum decency expected of people in their peer group or culture”.
*
No i na zupełną zmułę: Stewie!!!
http://www.youtube.com/watch?v=1KAJWx-WWy0
http://www.youtube.com/watch?v=vBCyhcaLAoU
http://www.youtube.com/watch?v=lpm6tqnEw5s
http://www.youtube.com/watch?v=oLneqOKnOyU
http://www.youtube.com/watch?v=cPiYNxFMLyA
http://www.youtube.com/watch?v=QAkdbqRD6mc
*
Dwie sprawy pobieżnie:
1. Nie głosowawszy na PiS chciałem retorycznie spytać: czemu większość prognóz analityków jest niedoszacowana? Od dawna czytam o “pozytywnie zaskakujących” wynikach polskiej gospodarki? Gdyby obecny rząd był niegospodarny to wyniki byłyby poniżej oczekiwań. Czy może analitycy przeszacowali “efekt PiSu”? Ale nawet ci w Komisji Europejskiej?
2. Trochę to jak być “master of the obvious” ale… salon24 wciąga :)
Lacuna confidential file #539; Mind map location(s): Corporation, Paperback Memory mapped on: 29 October 2006, 11:54 pm Patient: Kid A
Ostatni czas to zupełnie niewiarygodna karuzela. Najpierw świadkowie wpadli do nas ze swoim coraz mądrzejszym, dojrzalszym i lekko gnuśniejącym psem, a tydzień później my, wykorzystując pół rocznego przydziału na dwutlenek węgla zwiedziliśmy spotlessowe włości.
Spotless, świadkowie i ja skończyliśmy to samu liceum. Tę samą klasę. Jesteśmy pod wieloma względami z tej samej… hmmm, powiedzmy… połowy, klasy - nie pytajcie o metrykę.
Oba te weekendy przyglądają się sobie nieufnie i ze zdziwieniem, jak dwóch pacjentów w poczekalni pamiętnikowego przetwarzania pamięci. Rozdzielone i spięte fantastyczną (choć dokumentalną) klamrą dwóch przeczytanych książek, zawierają w sobie próby zrozumienia przyszłości i teraźniejszości, tożsamości i związków partnerskich, natury i kultury, kontemplacji i konsumpcji.
Te dwie wielce wpływowe i w moim naspeedowanym jesiennym trybie bardzo na czasie pozycje, to “A short history of progress” pożyczone od świadka, traktujące o piramidzie finansowej, bądź jak kto woli niekontrolowanym pożarze, zwanej globalną wolnorynkową cywilizacją. Druga, która wywróciła mnie tak jak ostatnio tylko “Cząstki elementarne” to “Życie na przemiał” wręczone when least expected przez BB. Tekst tak przenikliwy i otwierający oczy, zapatrzonemu w komputer i naukę chłystkowi (to ja), że po dotarciu do deski dwa dni później w metrze czytałem znów wprowadzenie. Za drugim razem, rozumiem oczywiście dużo więcej, bo dotrzymuję już kroku tokowi myśli Baumana. Lektura ta, nie staję się jednak w miarę rozumienia, łatwiejsza.
Bo cóż jest łatwego w uświadomianiu sobie całkowitej zbędności - dla systemu, cywilizacji - rosnącej grupy ludzi, dla których nie ma miejsca w pędzącym pojeździe zwanym postęp. Wielki wóz, mahajana. Uświadomieniu sobie, że świat wypełnił się po brzegi i nie ma już nowych lądów, nowych społeczeństw, niedotkniętych niewidzialną ręką światowego systemu wymiany handlowej.
Wrodzoną cechą postepu jest nieprzewidywalność przyszłości i wpływu postępu (naukowego/technologicznego) na rozwój społeczny. Dwudziesty wiek, pomimo swego okrucieństwa, był wiekiem pozytywnej korelacji postępu i rozwoju. Czy pamiętacie zakorkowane sterowcami niebo science fiction początku zeszłego stulecia? Ekstrapolowane do absurdu wyścigi zbrojeń, przenoszone na Księżyc pojedynki między kapitalistycznym Kargulem a komunistycznym Pawlakiem rozdzielonymi żelazną kurtyną?
Nie wiemy co przyniesie postęp. I wydaje się, że kolejne pokolenia, naprawdę nie będą miały pojęcia co ze sobą zrobić. Czego się uczyć? W czym specjalizować. Coraz mniej z nas - ludzi - cokolwiek wytwarza. Statystyki depresji wśród młodzieży rosną alarmująco. Bauman zauważa, że znajdujemy się w punkcie, gdy coraz mniej z nas może stać się choćby poprawnym konsumentem. Członkiem mieszczańskiego społeczeństwa, który jest o tyle rozpoznawany wśród innych o ile zgadza się poświęcić wolność za pensję i konsumpcję.
Komu potrzebni są niekonsumujący bezrobotni? I co z nimi zrobić? Nie ma już ich gdzie wysłać. Nie ma juz nieodkrytych lądów. W dodatku - i tu wizyta w Irlandii doskonale wpasowuje się w tę opowieść - zawsze znajdą się na świecie ludzie, którzy mają mniej do stracenia i skłonni sa porzucić swój kraj, więzi rodzinne byle odnaleźć uznanie finansowe. Rozpędzona, ekspansywna, kapitalistyczna cywilizacja wytwarza olbrzymie ilości odpadów. Ludzi (PDF), którzy ze względu na ograniczenia umysłowe, genetyczne, edukacyjne nie są w stanie sprostać wymaganiom rynku.
Niczego nie wytwarzają, niczego nie konsumują. Ale są. Skończył się dwudziesty wiek. Wykształcenie nie zapewia zatrudnienia. Magisterka to minimum. Korporacja nie daje żadnej gwarancji, że nie przeniesie fabryki “na wschód”. Nie znasz dnia ani godziny. W imię wiary w postęp gospodarczy poświęcamy, po wyrugowaniu religii ostatnią kotwicę sensownego jednostkowego życia. Wiarę, że praca, edukacja zapewni choć fragmentaryczne bezpieczeństwo.
Jest oczywiście jedno miejsce, gdzie bardzo chętnie wyśle się ludzkie odpady. Przez polityke zero tolerancji, wrzuci się ich w tryby błędnego koła znajdującej się w odwiecznej zapaści machiny re-socjalizacyjnej. Resocjalizacja nie działa. Szczególnie gdy nikt tego nie wymaga.
Widząc, że nie panuje i tylko przez krótko panowało, nad losem swoich obywateli, wycofuje się państwo z obietnic utrzymywania społecznego spokoju, poprzez pomoc tym, którym pozbawiony reguł świat kapitalizmu odebrał szanse na samorealizację. Nie na luksus! Na obronę przed depresyjnym staniem bycia bezużytecznym pomimo najszczerszych chęci.
Rządy, widząc beznadzieję swojej sytuacji jako gwarantor społecznego spokoju, kreują fikcyjne zagrożenia przed którymi starają się nas następnie poprzez ograniczanie praw obywatelskich uchronić. Wmawiają, że każdy dzień bez zamachu terrorystycznego to zwycięstwo państwa. Absurdalna propaganda sukcesu. Praca na okrągło, by zapobiec następnemu 11 września, 11 marca, 7 lipca. Ścigając główne zagrożenie - imigrantów z krajów islamskich. Cudowny polityczny dar z nieba - idealny kozioł ofiarny. Bezbronny i niewykształcony. Wystarczy raz na miesiąc deportować paru murzynów albo arabów. Co zrobi obywatel Twojego kraju, wychowany w bloku, ciągnięty w dół przez kolegów, z imigranckimi rodzicami coraz częściej przedstawianymi w mediach jako przyczyna wszelkiego zła, niekompatybilna z “naszym sposobem życia”?
Sorry, chłopcy ale to się skończy tak jak Fight Club. Być może nawet nie potrzeba imigrantów.
Ponadnarodowe korporacje nie czują żadnej prawnej odpowiedzialności za kraje w których operują. Nie działa najprostsza zasada: przedsiębiorca wyda zarobione pieniądze w kraju, w którym zarabia. Transfery pieniężne poza jakąkolwiek kontrolą przepływają przez państwa pralnie. Pojedyncze państwa, a nawet unie, są za słabe by się im przeciwstawić. Bo kto to widział. Walczyć z inwestorem?
Czy zdążymy zadać sobie jako społeczeństwo pytanie: “Czy nasz sposób życia jest właściwy?”. I czy jako gospodarka rynkowa naprawdę musimy hołubić wzrost? I czy powinniśmy w imię obrony “naszego sposobu życia” w pełni skolonizować Bliski Wschód?
Wspominam weekend w Irlandii. Rozmowy z tamtejszymi Polakami. Olbrzymie, nawet jak na zachodnią Europę pensje. I infrastruktura i profesjonalizm urzędników, fachowców, dużo gorsza niż w Polsce. Wzrost nie przełożył się na inwestycje publiczne. Konsumpcja wzrosła, ludzie jeżdżą droższymi samochodami i jedzą w droższych restauracjach, nawet podróżują w droższe miejsca, lecz w korkach stoja tyle co wcześniej. A zakup mieszkania stał się dla przeciętnego obywatela trudniejszy niż przed tem. A co to za różnica czy stoi się w godzinnym korku siedząc w volkswagenie czy jaguarze? I czy nie lepiej jechać volskwagenem 15 minut niż jaguarem godzinę?
Jest już późno i pewnie nie wszystko tutaj ma sens. Bo nie wszystko przecież rozumiem. Ale wiem, że milczenie nie jest złotem… na blogu.
Lacuna confidential file #458; Mind map location(s): Chaos, Foto, Paperback Memory mapped on: 21 August 2006, 9:29 am Patient: Kid A
Pewnie to już było, ale co tam. Pomysł na skecz o kolesiu, który ma autentyczną schizę, że jak się położy spać to żona go w nocy zabije nożem, który przyniesie z kuchni. Ale wstydzi się jej powiedzieć, więc tylko kładzie się do łóżka z duszą na ramieniu i każdy najdrobniejszy hałas go budzi. W roli kolesia może być Johnny Depp albo Henry Rollins :).
Można kolesia tak pomęczyć tydzień, a później dać mu broń i zadanie pilnowania kolekcji królewskiej biżuterii…
ech, nie wyspałem się w ten weekend.
To ja (niewyspany) ;-)
Wszystkim, a w szczególności wrocławianom, polecam “Niskie Łąki”. Głośno już o niej było, ale okazję przeczytania miałem dopiero ostatnio. Pokręcona fabuła, piękny język. I sporo trudnej prawdy o schyłkowym okresie wielkiego syfu i początkach demokracji w Polsce. W tej chwili czytam “The Accidental” (prezent od Mojej Lepszej Połowy). Wymiatające…
Dałem sobie ostatnio spokój z budzikiem i wstaje kiedy chcę. Uwielbiam moment startującego systemu. Kiedy przechodzę z niebytu do świadomości (consciousness/awareness). Cienka nieopisywalna granica. Granica przejścia fazowego - jak resublimacja. Z sennych oparów, w stężałą krystaliczną lodową strukturę przytomności.
If you know what I mean. Petit résurrection. Jakie czasy, takie zmartwychwstania.
To rozkoszne. Po prostu żyć. Budzić się do zmysłów, myśli, ludzi. Choć podskórnie wkradają się lęki. Dzień świstaka. Ostateczność upływającego czasu. Będzie mi Ciebie brakowało kiedy odejdziesz. Tęsknię za Tobą gdy jesteś, na zapas. To klątwa samoświadomości. Gdzie chcesz się obudzić po trzydziestce? Wyżej na drabinie kariery, niżej czy obok niej? Czy to sukcesy będą o tym decydować, czy ja sam? Czy będę krukiem lisem z bajki Ezopa? Jeśli nie będę mógł skosztować owoców sukcesu, to wmówię sobie, że sukces to nie wszystko?
Chciałbym budzić się wiedząc, że mam jeszcze mnóstwo do zrobienia. Ulepszenia. I mam z kim to robić. Masa krytyczna. Efekt synergii. Mrowisko… Zanim nie zestarzeję się na tyle by się poddać. Ale potrzeba mi całkowitej koncentracji. I świetnej kondycji. To drugie łatwiej osiągnąć. To pierwsze jest świętym Graalem satysfakcji…
…nie będzie puenty…
Pół roku temu przeczytałem “The Constant Gardner“. W sobotę obejrzałem film. Nie można zostawić świata bez słowa. Tak, wiem, że obejdzie się bez nas. Ludzka natura jest tylko realizacją zwycięskiej strategii przetrwania w dziczy. Chociaż ktoś miał już pomysł na happy end gatunku (planową inżynierię genetyczną - brzmi jak eugenika, co?) - z resztą także zekranizowany. Józef K. przeziera spomiędzy wersów tego akapitu i moich niedopowiedzeń. Nie opłacajmy się adwokatom o przeciąganie procesu, nie stójmy u bramy przegadując strażnika. Naprawdę nie ma czasu…
Czytam wiadomości.
Czytam o globalnym ociepleniu. Ludzki gatunek jest zbyt krótkowzroczny, a politycy tchórzliwi, byśmy dali sobie radę zanim będzie za późno. Nakręciliśmy spiralę konsumpcji. Następne w kolejce są Chiny i Indie. Ponad dwa razy liczniejsze niż UE + USA + Japonia.
“Flying a fully laden A380 is, in terms of energy, like a 14km (nine-mile) queue of traffic on the road below. And that is just one aircraft. In 20 years, Airbus reckons, 1,500 such planes will be in the air. By then, the total number of airliners is expected to have doubled, to 22,000. The super-jumbos alone would be pumping out carbon dioxide (CO2) at the same rate as 5 million cars.”
Wydaje się, że ludzkość jest w przedziwnym dysonansie poznawczym. Idąc za definicją Wiki, możemy zredukować go na trzy sposoby.
Poprzez zmianę zachowania - zmniejszyć emisję dwutlenku węgla do atmosfery. Jeśli emitujemy do atmosfery za dużo dwutlenku węgla, mimo że wiemy że powoduje to efekt cieplarniany, to możemy wreszcie powiedzieć stop.
Poprzez zmianę sprzecznego elementu poznawczego, tak aby był bardziej zgodny, a zatem mniej sprzeczny z dotychczasowym zachowaniem - to znaczy zaprzeczać jakoby ludzka działalność przyczyniała się do efektu cieplarnianego, a jeśli już to w niewielkim stopniu.
Poprzez dodanie nowego elementu poznawczego, który ma za zadanie wspierać dotychczasowe zachowanie - przyznajemy w końcu, że efekt cieplarniany jest faktem i że znacząco się do niego przyczyniamy, ale usprawiedliwiamy to potrzebami “rozwoju” i “postępu” cywilizacji. Co ciekawe, najbardziej (na jednostkę) do efektu cieplarnianego przyczyniają się kraje, które są najbogatsze i potrzebują względem reszty ludzkości najmniej “postępu” i “rozwoju”.
Podejrzewam, że jako ludzkość jesteśmy pomiędzy drugim a trzecim punktem. Tak jak wikipediowy palacz (z definicji dysonansu), może kiedyś przestawimy się na na zachowanie pierwsze. Oczywiście jeśli wcześniej nie sczezniemy marnie na raka płuc…
Mimo wszystko, show must go on.
Polecam:
Antyradio - to jest jakaś mutacja Radiostacji, jeszcze z czasów Szydłowskiej, Nowickiej, Hoffmanna. Oczywiście bardziej już “miejska”. A nawet “city”. W końcu latka lecą. Można słuchać przez internet.
I nie mogę nie wspomnieć o tym programie. Robert Newman - “The history of oil”. 40 minutowy “standup”. Znajdźcie czas, proszę…