Batonik
Lacuna confidential file #16; Mind map location(s): Short storyMemory mapped on: 28 October 2002, 8:33 am
Patient: Spotless
W całym mieście wszystko aż drżało z podniecenia.Drżały dzieci, stojąc najbliżej barierek, trzymając w buzi lizaki, watę cukrową albo po prostu brudne palce. Zerkały w górę na dorosłych, a przecież ogólne podniecenie udziela się dzieciom najszybciej. Czuły to.
Czuły to również kobiety, trzymając dłonie na ramionach dzieci, miętosząc i ściskając mimowolnie kurteczki i bluzy. One też nie wiedziały co ma nastąpić, ale mężczyźni byli tak podnieceni, że coś musiało się stać. Coś ważnego.
Ale i oni nie wiedzieli co się stanie, byli jednak obdarzeni najbogatszą wyobraźnią. Monotematyczną, fakt, ale jednak. Oni aż dreptali w miejscu, zacierali ręce, zerkali na siebie przekazując sobie porozumiewawcze spojrzenia. Porozumiewawcze spojrzenia, których żaden z nich nie rozumiał.
Drżało wszystko i wszyscy. Była niedziela, południe, pora zwykle spokojna, senna, czasem tylko spacerowa. Ta niedziela była jednak zupełnie inna. Czuli to wszyscy. Czuli to w powietrzu i w drobnym deszczu spadającym na drżący tłum.
Barierki ograniczały drżenie tłumu do pewnego miejsca. Postawili je rano policjanci, którzy również czuli, że coś się stanie. Nie wiedzieli jednak co to miało być. Prewencyjnie rozkazano im pilnować porządku. Postawili barierki tam, gdzie tłum był największy. Stanęli obok. Obserwowali tłum i to miejsce, w który się wpatrywał. A tłum rósł.
Do wieczora ulica i wszystkie okoliczne pełne były ludzi. Im więcej było ludzi, tym większe czuć było podniecenie. Nikt nie wiedział jak to się zaczęło.
Nikt, oprócz, oczywiście, Szymka.
Szymek wiedział, jak to się zaczęło. Stał na samym środku, za pierwszą barierką, obok innych dzieci. Stał tam już długo, najdłużej. Też czekał jak to się skończy, chociaż nie planował tego. Na początku chciał przecież uciec.
* * *
A zaczęło się tak: Szymek rankiem szedł tą ulicą. Należał do specyficznego gatunku chłopców: takich, co bardzo lubią batoniki oraz takich, którzy są bardzo niegrzeczni. Szymek od rana miał straszną ochotę na batnika. Pieniędzy nie miał, ale – jako że był bardzo niegrzeczny – nie stanowiło to problemu. Postał chwilę, porozglądał się, podszedł do starszej pani, pogrzebał jej w kieszeni, wyciągnął portfel, schował go. Ale w kieszeni wyczuł coś jeszcze, więc znowu włożył tam rękę. W tym momencie kobieta coś poczuła, syknęła:
- Co mnie tak szarpiesz chłopcze?
Szymek niewiele myśląc (to też jedna z cech tego specyficznego gatunku) drugą ręką wskazał na jedno z okien pobliskiej kamienicy.
- Psze pani, bo tam goła baba w oknie stała.
- Goła? Gdzie? - zainteresowała się kobieta i popatrzyła we wskazaną stronę. – Jesteś pewien?
- Tak psze pani, cycki miała duże. – ciągnął dalej Szymek (cóż, bardzo, bardzo niegrzeczny chłopiec).
- A to zdzira. Jak ją przydybię, to popamięta, grzesznica jedna. O, pani Jaśkowa! – Kobieta wypatrzyła po drugiej stronie ulicy znajomą twarz. – Pani pozwoli tutaj. I popatrzy tam o, w to okno. Będzie pani świadkiem lubieżności.
I podeszła pani Jaśkowa, stanęła obok koleżanki i chłopca, wszyscy patrzyli w kierunku okna. I przystanął pan w średnim wieku na chwilkę, zerknął w tamtą stronę. Studentka idąca na spotkanie też się zainteresowała tym małym zbiorowiskiem, patrzącym ponad ludzi, dołączyła.
* * *
Tłum drżał i szemrał. Coś się musiało wydarzyć. Koniecznie. Bo jak się nie wydarzy, to… to coś się wydarzy.