(just) in time
Lacuna confidential file #30; Mind map location(s): MusicMemory mapped on: 30 October 2003, 6:52 pm
Patient: Spotless
Będzie nostalgicznie, ostrzegam. (uwaga: sugerowany podkład dźwiękowy w trakcie czytania notki: “Nightswimming” by R.E.M.)
Okładka, książeczka i plakat z nowej płyty R.E.M. leżą przede mną, a w uszach brzmi głos Stipe’a. Chociaż to nie jest ich nowa płyta, lecz the best of, bardzo bardzo się z niej cieszę. Składanka ma prawie wszystkie moje ukochane utwory.
Pamiętam jak pierwszy raz słuchałem „Nightswimming” w ciemnym, pustym pokoju. Byłem wtedy w tym dziwnym wieku młodzieńczej bezsilności objawiającej się oskarżaniem, brakiem zaufania i buntem. Kawałki trochę starsze, jak „Man on the moon”, „Sidewinder Sleeps Tonite”, „Stand” – kształtowały mój wtedy-udawany optymizm. Późniejsze, jak „What’s the Frequency, Kenneth”, „Electrolite”, “E-bow the Letter” – traktowałem jako podkład muzyczny do mojego ‘bycia’ – walkman, słuchawki i reszta: droga autobusem do i z liceum. Na płycie jest też „Bad Day”, nowa aranżacja starego utworu – on mi zawsze będzie przypominał wspaniały koncert w Warszawie. Szkoda tylko, że w wersji studyjnej brak Stipe’a grającego na harmonijce!
Płyta druga (enhanced rarities bonus cd) jeszcze czeka na przesłuchanie. Drugie strony singli to też łakomy kąsek, szczególnie gdy na nową (prawdziwie nową) płytę jeszcze trochę trzeba poczekać. Alternatywne wykonania i utwory „live” mają urok czegoś innego, a mimo to znanego.
Po co to wszystko? Bo warto cenić te rzeczy, które same w sobie sprawiają przyjemność, a w dodatku przywołują przejemność już raz-kiedyś sprawioną :-) I tyle.