Pa.ryż
Lacuna confidential file #39; Mind map location(s): Chaos, TravelMemory mapped on: 5 May 2004, 3:59 pm
Patient: Spotless
To naprawdę dziwne miasto.
Wariactwo kierowców to chyba znany fakt. Szalone, hipnotyczne ronda bez wydzielonych pasów jezdni, parkowanie na zasadzie ‘opieramy się o zderzak’, wymuszanie, przechodzenie/jeżdżanie na czerwonym, klaksoniąc do tego głośno. No po prostu szok, a w małym mieście przecież nie mieszkam. Kultura jazdy zerowa. Aż dziw, że byliśmy świadkiem tylko jednej kraksy (uderzony motocyklista zanim się wywrócił wyrwał ze starego peugeota zderzak).
Facet obsługujący windę na sam szczyt wieży Eiffla - nie zdziwcie się, jak kiedyś pójdzie w świat news o kolesiu, który zamordował wszystkich pasażerów tejże windy. To będzie on. Kilkaset(-tysięcy?) razy w ciągu dnia góra-dół-góra-dół w tej metalowej wieży Babel, wśród ochów-i-achów, szprechania, gaworzenia, płakania, w klatce 2×2 metry. Do zabawy cztery przyciski odpalające windę i otwierające drzwi. Koleś w trakcie jazdy mamrotał do siebie, przewracał oczami, głośno wzdychał, objawiał dziwne tiki nerwowe. Kiedyś nie wytrzyma, słowo daję.
No i metro. Temat-rzeka, czternaście linii, rozorane korytarze pod miastem, dom dla lumpów i złodziejskich szajek. I raj dla świrusów. Kolejny - w metrze, facet (chyba)niewidomy, z psem-przewodnikiem. Najpierw stał obok dwóch siedzących lasek (tam się nie ustępuje miejsca - nawet niewidomym). Nagle jedna z tych lasek wstaje gniewnie i wychodzi. Niewidomy siada i… co widzimy? Maca po kolanie (niby-przypadkiem-bo-ja-nie-widzę) laskę obok. No geeenialnie. Laska wykazuje zupełny brak asertywności, speszona zerka to na faceta to na współpasażerów. Coś burknęła, stojący obok Murzyn też coś beknął. Ale po chwili facet znowu jeździ łapą w okolicach łydki młodej dziewczyny, śliniąc się przy tym wyraźnie. A co, niewidomy jestem, możecie mi skoczyć.
A poza tym? Miasto śliczne. Tych ich niesamowitych gmachów starczyłoby, żeby rozdać każdej europejskiej stolicy i byłaby to główna atrakcja każdej z nich. I jeszcze by zostało.
W każde miejsce można się dostać bezproblemowo (jeżeli zignoruje się facetów głaszczących obce łydki lub kolesi przywłaszczających sobie cudze portfele). Na ulicach-targowiskach zalatuje nieziemsko psującym się serem (mocno przyciskając widelcem sprawisz, że nie ucieknie z talerza). Do tego bagietka i wino. Pycha.
A właśnie, bagietka. Myślicie, że francuz w szaliku z bagietką pod pachą to stereotyp? Absolutnie nie. Z bagietkami ludzie biegają tam przez cały dzień (nie mówię o turystach!) a ludzi w szalikach szybko przestaliśmy liczyć.
Cóż jeszcze. Francuzki bardzo ładne są. Zadbane, w szczególności widać to po kobietach “w sile wieku”. U nas taka pani już kieruje się stylowo w stronę “solniczek” (włosy-w-baranek, beret, płaszczyk i siaty w łapy). A tam niektóre takie panie to jeszcze całkiem rześkie laski. To “zadbanie” objawia się też tym, że tam prawie nie ma otyłych ludzi (znów: nie mówię o turystach). Jedzą dziwne rzeczy, dużo i do późna, ale sporo się ruszają i to naprawdę widać.
Zdziwieni tymi zachwytami? Zapraszam do Paryża ;-)