Sanatorium
Lacuna confidential file #58; Mind map location(s): Chaos, MusicMemory mapped on: 29 November 2004, 9:00 pm
Patient: Spotless
Niech mieszkanie będzie moim bunkrem, schronem. Tam mam się czuć bezpiecznie i u siebie. Rzeczy, które to wrażenie psuły, trafiły do szarych pudełek. Reszta to kwestia psychiki.
W moim domowym sanatorium ciągle gra muzyka - ciężko sprecyzować jej klimat. Cholernie często można usłyszeć soundtrack z “Eternal sunshine of the spotless mind”, równie często (ostatnio) z “Forresta Gumpa”. Maleńczuk, Waglewski i Janerka to też stali goście.
Wieczorami natomiast w sanatorium odbywają się kursy gitary akustycznej. Najczęściej jest to dukanie przy wydrukowanych tabulaturach bądź - częściej - przed laptopem gdzie można i zerknąć na taba i posłuchać odpowiedniej mp3. O tak, takie wieczory robią bardzo dobrze. Trochę gorzej dla opuszków lewej dłoni i dla paznokci prawej, ale fun jest tego wart.
Kibicowanie, filmy, telewizja - rzadko, ale jak są - jest miło. Raczej podpadają pod Męski etos, o nim jest osobny dział - czasem ktoś się da namówić i wtedy piwo lepiej smakuje. Podobnie karnet na mecze Śląska, dzień z taką imprezą jest bardzo przyjemny, to są dobre emocje.
Jeżeli chodzi o dogadzanie sobie kulinarne, obiady jadam poza sanatorium -ewentualnie odgrzewam gotowce. Za to czasem śniadania lub kolacje to już jest niezłe dogadzanie sobie. Ostatnio hitowym lekiem jest jajecznica na boczniakach, boczku i cebulce.
Sanatoryjna waga wskazuje ubytek średnio 4 kg od stanu “sprzed” i na szczęście ta tendencja się utrzymuje. Koszykówka, bieganie, siłownia - połączone z mało regularnymi posiłkami - dają dawno zapomniany efekt zwisających spodni. Z każdą wizytą na bieżni w siłowni biegnę pół kilometra dalej, końcówkę zawsze dobiegając zgłaśniając na full muzykę, najchętniej coś pozytywnego. Wyciskanie - tylko przy Megadeth.
W sanatorium, co dziwne, wolno palić. Ale najlepiej ot, jakieś pół sztuki wieczorem, o ile na balkonie jest jeszcze ciepło. A ostatnio jest.
Jest też odłam mobilny domowego sanatorium. Jest nim samochód. Lubię nim jeździć, czasem nawet bez większego powodu przemieszczam się do kiosku oddalonego ładnych kilka kilometrów - w nocy. Pusta gądowianka prowokuje do dociśnięcia Księżniczki, w środku głośna Radiostacja i mały kłębek płytkich myśli w głowie. Wbrew pozorom to robi dobrze i zaspokaja część potrzebnych emocji.
I co, czy to wszystko działa? Czy jest to naturalne - a może jest tylko oszukiwaniem siebie? Sam się nad tym zastanawiam i naprawdę pielęgnując to sanatorium czuję się dobrze. A skoro tak - dlaczego nie?