Księżniczce stuknie na dniach rok. Co prawda ma ich w sumie więcej, ale mija rok wspólnej przygody na polskich drogach.
Z tej okazji stwierdziłem, że już drugi tydzień jeżdżę bez ważnego przeglądu technicznego, a za kilka dni kończy się OC. Zupełnie nie mam do tego głowy, poza tym ten rok zleciał zbyt szybko. Księżniczka pojechała grzecznie na przegląd awaryjny i zaliczyła go na piątkę z minusem. Za ten minus w piątek postoi w kącie u mechanika, w tym wieku face-lifting to normalka :-)
I tak chowam się w tych przyziemnych, płytkich męskich sprawach, starając się nie wychodzić na kręte ścieżki, którymi stąpają piesi. W aucie bezpieczniej. Jest muzyka, poczucie wolności (o ile bak jest pełen wysokooktanowej oranżady) i bezpieczeństwa.
W ogóle wracam ostatnio, podobnie jak w listopadzie, do praktyki “no-time-to-think-about-this-shit”. Znowu sprawia mi przyjemność zajmowanie sobie każdego skrawka wolnego czasu czymkolwiek. I niech tak zostanie, bo już lekko świruję. Protect me blablabla.