Pożalę się trochę przewrotnie, mogę?
Życie doświadcza mnie w bardzo perfidne i wyszukane sposoby. Myśli nie ułożyłem, ale pracę w M$ dostałem.
Gdy na czymś mi zbytnio nie zależy, ale sięgam po to – z egoizmu, ciekawości, słabości bądź z powodu zagubienia – dostaję to praktycznie natychmiast. Jeżeli czuję, że na czymś mi naprawdę zależy, zostaje mi to odebrane w przykry i gwałtowny sposób, a jedyne, co potrafię w takiej sytuacji zrobić, to przedłużać agonię.
Dotyczy to zarówno kwestii osobistych jak i zawodowych.
Praca. Obecną dostałem po pierwszym osobistym interwiew — poszedłem na niego oczywiście z nadzieją, że dostanę robotę, ale w sumie wolałem, żeby mnie odrzucili, żebym mógł spokojnie przygotowywać się do rozmowy z Microsoftem. Niestety, przedstawili mi dobrą ofertę, którą zaakceptowałem. Microsoft jednak nie dał za wygraną i wystarał się, żebym zjawił się u nich. Kolejny raz (to już chyba piąty etap rekrutacji u nich) udałem do siedziby zła wszelakiego, właściwie również z nadzieją, że mnie odrzucą. Nie tylko nie przygotowałem się na interwiew, ale nie przyodziałem też odpowiedniego gajerka. W dodatku, czując luz i dystans, zadawałem maglującym mnie managerom, senior managerom i dyrektorom prawie tyle samo pytań co oni mnie. Gdyby mnie odrzucili, wtedy mógłbym spokojnie, bez wyrzutów sumienia pracować tam gdzie się pierwotnie zatrudniłem, równo miesiąc temu.
Ale nie. Życie nie będzie takie łatwe.
W drugiej grupie ‘maglowanych’ było nas czterech. Trzech Irlandczyków i ja – młodszy od nich średnio o 10 lat, a może i więcej. Dziewczyna z HR powiedziała na wstępie, że rozmów będzie sześć, po każdego z nas co godzinę będzie ktoś przychodził i zabierał. Po dwóch rozmowach zadecydują kto przechodzi dalej, więc nie wszyscy przejdą wszystkie sześć wywiadów. Zamknęli nas w salce konferencyjnej, dali jakieś ciasteczka, kawę i gazety. Popatrzeliśmy na siebie spode łba, ale po krótkim czasie ‘koledzy’ zaczęli między sobą rozmawiać o swoich doświadczeniach zawodowych. Każdy z nich siedział w swojej firmie od 10 lat, głównie w branży związanej blisko ze stanowiskiem, na które aplikowaliśmy. „Co ja tutaj robię” zapytałem siebie, głupszych pytań zadać sobie nie zdążyłem, bo przyszła grupa amerykanów i każdy z nich wziął jednego z nas na pięterko.
Pierwszą rozmowę miałem z PMem od testów. Sympatyczny koleś, ale dosyć szybko i sprawnie przeszedł z gadki o niczym do konkretów. Pytania o zarządzanie, kontakty z ludźmi, radzenie sobie w sytuacjach konfliktów, potem o testach, strategiach, podejściach, reakcjach. W końcu podszedł do osławionej białej tablicy i narysował jak działa system i zaprosił mnie do przedstawienia moich pomysłów związanych z jego testowaniem. Nie miałem bladego pojęcia o tym systemie, do czego na wstępie się przyznałem, ale coś tam kombinowałem.
Czas się skończył, ogólne moje wrażenie było takie, że poszło mi raczej średnio, miałem ciągle wrażenie, że rozmówca oczekiwał zupełnie innych pomysłów niż moje. Momentami był aż zdziwiony tym co mu mówiłem.
Cóż, znowu powrót do salki (amerykanie w czasie przerw między rozmowami analizowali nasze odpowiedzi i debatowali nad kandydatami). Po jakimś czasie znowu przyszli i kolejny marsz na górę. W tym momencie czułem już adrenalinę, luz pozostał, owszem, ale przestałem czuć głód i pragnienie, czułem że wchodzę na trochę wyższe obroty.
Druga rozmowa była z Węgrem w moim wieku, który okazał się być kierownikiem projektu. Miło. Ta rozmowa miała charakter dużo bardziej techniczny, więcej pytań dotyczyło praktycznej strony podchodzenia do programowania i do testowania. Znowu w ruch poszły markery i biała tablica, na której miałem napisać funkcję, która usuwa z podanego łańcucha znaki z podanego zbioru. Haczyki (a właściwie oczekiwania) były dwa – użyć operacji na wskaźnikach oraz tablicy hashującej. Oba elementy wskazałem bezbłędnie, rozmówca był w widoczny sposób usatysfakcjonowany. Potem pobawiliśmy się w RPG :-) Miałem udawać, że jestem kierownikiem zespołu, mam taki a taki termin i jak się zabieram do pracy. Ciekawe doświadczenie, on udawał różnych PMów, kierowników i klientów, z którymi czułem potrzebę porozmawiania. To było coś nowego i dosyć interesującego.
Kwadrans przerwy, w czasie którego zastanawiałem się z pozostałymi kandydatami czy przejdziemy do drugiej tury. Ja raczej byłem pewien, że na tym się moja przygoda z MS skończy – pierwsza rozmowa średnia, druga OK., ale obok przecież dużo bardziej doświadczeni panowie.
A jednak nie. Tym razem grubsza szycha, dyrektor kilku projektów, poprosił mnie na górę. Jego pytania były ciekawe, dotyczyły głównie moich doświadczeń w pracy z ludźmi, chciał konkretnych przykładów moich reakcji i decyzji. Tutaj biała tablica pozostała biała. Od niego też dowiedziałem się trochę o tym jaką ma wizję tego projektu i całego centrum developerskiego, jakie są perspektywy i możliwości. Ten dyrektor to bardzo interesujący człowiek. Szalenie przypominał mi zachowaniem pewnego szalonego profesora z mojej uczelni. Wróć, wszyscy profesorowie są na swój sposób szaleni. I podobnie jest chyba z wieloletnimi pracownikami wielkich korporacji. Jedni i drudzy są w pewien sposób oderwani od rzeczywistości.
Po tej rozmowie czułem już psychiczne zmęczenie. Kolejna kawa już nie będzie działać, trzeba przetrwać. Na placu boju zostało nas już tylko trzech, czwarta osoba odpadła. Po chwili przerwy kolejny rozmówca – znany mi już PM (rozmawialiśmy miesiąc temu) – zaprosił mnie do swojego pokoju.
Na miejscu dowiedziałem się, że cieszy się, że przyszedłem, że bardzo mu zależało na tym. Miło, ale zaraz poprosił mnie do tablicy. Miałem ‘zakodować’ funkcję, która zwróci liczbę wystąpień jednego łańcucha w drugim. Sam algorytm to prosta sprawa, przedstawiłem i opowiedziałem, ale kodowanie na tablicy szło mi ciężko. To cholernie nienaturalna sprawa. Facet w końcu się zlitował (i słusznie, to strata czasu) i poprosił żebym opowiedział jak bym testował tę funkcję. Tutaj sypnąłem przypadkami testowymi z rękawa, akurat lubię takie zabawy, doświadczenia z zawodów się przydają. Był zadowolony, powiedział, że o kilku przypadkach testowych sam nie pomyślał wcześniej. Po chwili znowu zaczął mnie odpytywać, ale tym razem z kwestii związanych z kierowaniem ludźmi. Następnie padło pytanie, które mnie właściwie zabiło. Poprosił mnie, żebym przedstawił swoją strategię certyfikowania tych systemów, którymi oni się zajmują. Ciężko mi było cokolwiek sensownego powiedzieć, gdyż zupełnie nie miałem obrazu tego systemu, jak on działa. Więc na tym pytaniu raczej się przejechałem, nie sądzę, żeby był zadowolony z tego co usłyszał.
Kolejna przerwa na negocjacje Amerykanów. Byłem w tym momencie po czterech rozmowach. Chwilę pogadałem z Irlandczykami o rynku nieruchomości w Dublinie – i w tym momencie przyszło dwóch Amerykanów i dziewczyna z HR. Amerykanie zaprosili na rozmowy pozostałych kandydatów, dla mnie została dziewczyna :-)
„OK., to oznacza koniec zabawy tutaj” pomyślałem. „You’re doing very well” powiedziała dziewczyna, jakby czytając w moich myślach. Zaprowadziła mnie do rozmówcy #3 czyli do dyrektora. Usiedliśmy we troje i dowiedziałem się, że chcą mi przedstawić ofertę, co prawda nie na stanowisko kierownicze, ale ze wskazaniem na takowe w bliskiej przyszłości, szczegóły powinienem dostać do końca tygodnia. Powiedzieli, że są pod wrażeniem moich technicznych umiejętności. Zapytali mnie o obecne zarobki, okres wypowiedzenia i oczekiwania finansowe. Rzuciłem dosyć zaporową stawkę, niech kombinują. Nie zauważyłem zdziwienia, ale to przecież zawodowcy ;-) Wyrazili zrozumienie moją sytuacją i faktem, że ciężko mi opuścić obecnego pracodawcę po tak krótkim okresie zatrudnienia. Gorąco zaprzeczyli, gdy zapytałem, czy chcieliby mieć w swoich szeregach kogoś, kto zmienia pracę co miesiąc. Ale zaraz dodali, że mnie tak nie traktują, raczej widzą całą sytuację jako headhunting. Zadałem kilka pytań związanych z projektem, w tym także pytanie, które nie dawało mi spokoju od pewnego czasu – jak to jest naprawdę z tą ewangelizacją produktów Microsoftu przez pracowników. Dostałem wymijającą profesjonalną odpowiedź oraz wizytówkę.
Następnie dziewczyna z HR oprowadziła mnie po budynku, zachwalała firmową kantynę, darmowe napoje i entuzjazm pracowników.
Cóż, czekam na ofertę.