Mundurki w gimnazjach?
Lacuna confidential file #634; Mind map location(s): Dreams, Męski etosMemory mapped on: 29 March 2007, 9:39 pm
Patient: Kid A
ja znów króciutko :). Cud w sensie czysto estetycznym oczywiście. Bardzo ciekawy przypadek medyczny miał miejsce w Stanach Zjednoczonych. Dla porządku należałoby przypuszczalnie rozszerzyć klasyfikację bliźniaków - bez polskich skojarzeń proszę - o “półtorajajowe”.
Sytuacja wyglądała tak: dwa plemniki zapłodniły jedną komórkę jajową a następnie zygota - czy jak chciałby LPR - człowiek - rozdzielił się na dwa osobne organizmy. Czyli z człowieka powstała para - coś jak Adam Ewa żebro i podobne zabobony.
Wracając jednak do bliźniaków. Lekarze przypuszczalnie nigdy nie wpadliby na to że to nie bliźniaki dwujajowe gdyby nie fakt, że jedno z nich jest hermafrodytą. Drugie chłopcem.
Statystycznie rzecz biorąc lekarze są przekonani że przypadek jest tak rzadki iż nie trzeba będzie przepisywać podręczników do biologii. Ale powód do krótkiej zadumy nad losem jest…
Historia opisana jest tutaj. Aktualizacja -już jest po polsku.
O plemnikach mniej serio:
“Chwileczkę! Toż to… majonez!”
I na koniec. Jeśli macie poczucie humoru i 90 minut :). Koniecznie. Bill Bailey
“My Day” to nazwa nowej Macowej aplikacji, która jest częścią programu pocztowego Entourage, przy którym pracuję.
Ale teraz, po ponad miesiącu w Silicon Valley, będzie po prostu o moim przeciętnym dniu.
Wstaję zwykle ok. 6:40. Czasem 10 minut wcześniej, jeżeli chcę się ogolić, ale z lenistwa nie robię tego codziennie. Jest jeszcze przed wschodem słońca, ale na zewnątrz jest już wystarczająco jasno, by nie miało się wrażenia wstawania w środku nocy. Nie mam określonej godziny, od której muszę zacząc pracę — ale sam dla siebie wolę zaczynac wcześniej niż później — i dzięki temu wcześniej mogę wrócic do domu.
Biorę długi, ciepły prysznic, zbieram swoje zabawki i w zależności od tego, czy decyduję się jechac pociągiem czy samochodem — biorę ze sobą książkę lub kilka płyt z muzyką. Z dojazdem do pracy jest tak: samochodem (szczególnie nowym!) bardzo lubię jeździc, jednakże korki na autostradzie z San Francisco do Mountain View (i w drugą stronę) są dosyc uciążliwe. Owszem, gdy wyjadę przed siódmą nie jest jeszcze tak źle: trasa ok. 60km zajmuje ok. 45-50 minut. Ale jest to czas (razy dwa), który jest właściwie stracony: muszę byc skupiony na 5-pasmowej autostradzie, na której się naprawdę dużo dzieje. Dlatego 3-4 dni w tygodniu jeżdżę do pracy pociągiem. Stację w San Francisco mam 2 minuty piechotą od mieszkania, a ze stacji w Mountain View kursuje Microsoftowy busik, który zawozi pasażerów do kampusu. Całośc zajmuje ok. godzinę, ale jest to czas, kiedy mogę coś poczytac, popracowac lub po prostu odpocząc. Dodatkowo, Microsoft dofinansowuje dojazdy komunikacją miejską, więc jazda pociągiem wychodzi taniej niż dojazdy samochodem.
Tak więc wsiadam w pociąg, zajmuję miejsce najczęściej na górnej platformie twarzą na wschód i o 7:11 odjazd. Po kilku(nastu) minutach (coraz wcześniej z dnia na dzień) zaczyna wschodzic słońce — akurat w momencie, gdy z pociągu widac zatokę San Francisco. Promienie słońca uroczo odbijają się od tafli wody, oślepiając i budząc. Bardzo lubię ten moment — odkładam wtedy książkę i cieszę się zaczynającym się dniem.
Podróż mija szybko i docieram do kampusu Microsoftu. Nie jest on duży - 5 niskich budynków, otoczonych parkingiem. Do tego dwa boiska, jedno do kosza i drugie do siatkówki plażowej. Chętni mogą zobaczyc “rzut ptasim okiem” (Bird’s Eye view) na kampus.
Po wejściu do “mojego” budynku wita mnie Pablo Picasso z plakatu “Think different” Apple. Przechodzę przez kuchnię, gdzie robię sobie szybkie śniadanie (płatki), a później kawę. Budynek o tej porze (8:10) jest jeszcze pusty. Również lubię ten moment, mogę spokojnie sprawdzic pocztę, złapac jeszcze online znajomych w europejskiej strefie czasowej, zadzwonic do rodziców. W piątki jest jeszcze sympatyczniej, rano w pokoju gier czeka cała góra pączków, bułeczek i owoców. Taki miły sygnał, że zaczyna się weekend.
Powoli, z kubkiem smacznej kawy, rozkręcam się i zaczynam pracowac. Ten czas — do lunchu — jest dla mnie najbardziej produktywny. Później za dużo się dzieje, by móc coś zrobic: lunch, jakieś zebrania, obowiązkowa runda w Halo na XBoksie o 3ej i właściwie już powinienem się zbierac z powrotem do San Francisco.
Lubię wracac pociągiem o 4:58, gdyż ma on bardzo malowniczego konduktora. Staszy pan, który właściwie zawsze się uśmiecha i zawsze każdego zagada. Przez mikrofon przed każdą stacją w bardzo barwny sposób zapowiada jej nazwę, np: “Ze wszystkich miejsc na ziemi zatrzymujemy się w Milbrae”. Albo: “Jeżeli macie ochotę na pyszne meksykańskie jedzenie, polecam wysiąśc teraz na stacji Palo Alto”. I wychodząc, “nie zapomnijcie zabrac swoich rzeczy osobistych takich jak laptopy, parasolki, bluzy czy dzieci”.
Słońce zachodzi teraz ok. 7:30, wiec po powrocie z pracy mamy jeszcze trochę czasu, by nacieszyc się kończącym się dniem. Mieszkamy wystarczająco blisko centrum, by móc przespacerowac się Embarcadero Road przy wybrzeżu albo przez China Town do Downtown. Ewentualnie, gdy nie chce nam się nigdzie iśc, zjeżdżamy tylko windą i w naszym budynku korzystamy z pokoju gier, gdzie jest do dyspozycji bilard, ping-pong, piłkarzyki, sala gimnastyczna, siłownia czy ścianka do wspinaczki.
O samej pracy postaram się napisac więcej w następnej notce. Będzie bardziej technicznie i geekowo.

Zachód słońca w San Francisco Downtown, widziany ze wzgórza Twin Peaks.
Znacie te tabliczki ze sklepów osiedlowych w Polsce? Czasem przewija sie tam jeszcze coś o kryzysie.
Otóż kredyt nie umarł, lecz wyprowadził się z Polski. Do Stanów.
W tym kraju branie kredytów jest rzeczą niezbędną do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Dla wszystkich instytucji, firm i osób prywatnych osoba z dobrą historią kredytową jest dużo bardziej wiarygodna od kogoś, kto kredytów nie brał i nie bierze, a za wszystko płaci gotówką.
Historia kredytowa ciągnie się za człowiekiem bardziej i wymowniej niż punkty karne za pogwałcenie przepisów drogowych czy też historia kryminalna. Jest przypisana do danej osoby poprzez ’social security number’ i jest kilka organizacji, które zajmują się prowadzeniem punktowej historii kredytowej danego obywatela.
Starając się o jakikolwiek kredyt czy wyynajmując mieszkanie, bank/firma sprawdza historię kredytową. Otrzymuje odpowiedź i podejmuje decyzję: robic z Tobą interesy czy nie. Od jakości historii kredytowej zależy to czy i na jakich warunkach dostaniemy kredyt.
Co ciekawe, start w tej zabawie nie jest łatwy. Wszak żeby zacząc budowac kredytową wiarygodnośc należy wziąc kredyt. A ten może nam nie zostac udzielony, gddyż nie mamy historii kredytowej. Błędne koło, z którego ucieczka jest możliwa, ale kosztowna. Należy brac kredyt (nawet jeżeli stac nas, bo mamy gotówkę) na gorszych warunkach (lichwiarskie oprocentowanie) po to tylko, by ktoś zaczął w końcu rejestrowac nasze spłaty. To samo z kartami kredytowymi: można wziąc kartę ‘kredytową’ z tak zwanym ‘zabezpieczeniem’: bank zamrozi częśc środków na koncie równą przynanemu limitowi na koncie. Po ok. roku czasu można ubiegac się o zmianę warunków kredytowania, gdyż jakaś historia już powinna być widoczna w rejestrach.
Co kraj to obyczaj. W Polsce owszem, istnieje jakies Biuro Informacji Kredytowej — ale nadal najważniesze przy zawieraniu umów kredytowych są umowa o pracę i zarobki. Cóż, pozostaje się dostosowac i zaciągac kredyty.
Aktualny dług publiczny Stanów Zjednoczonych (można odświeżac, żeby zobaczyc progres):
