Fast forward czyli jak przestałem się przejmować i pokochałem…
Lacuna confidential file #732; Mind map location(s): Chaos, MindMemory mapped on: 6 November 2007, 2:47 pm
Patient: Spotless
A jednak.
Wielkim plusem mieszkania wlasnie tutaj w Kalifornii jest brak jesiennej deprechy. Jak widzieliscie w ostatnim poscie, nie zabezpiecza to w 100% przed ciemniejszymi myslami, ale czas ich obecnosci skraca sie do minimum. W sumie nie przypuszczalem, ze odpowiednia dawka swiatla ma az tak duzy wplyw na samopoczucie, energie i podejscie do codziennych spraw.
Oczywiscie, nie tylko pogoda wplywa pozytywnie na moje obecne (dobre) samopoczucie. Duzo wiekszy wplyw na to ma nastawienie bliskich osob, chociaz z kolejnej strony, pogoda ma rowniez na nie pozytywny wplyw… wiec moze jednak wczesniej nie docenialem znaczenia slonca, tak jak powinienem?
Uwielbiam upraszczac. Ale jest godzina 6:36 rano i siedze w pracy, wiec to dobry czas na takie przemyslenia. I okay, zdaje sobie sprawe, ze zapewne schemat “przejmuje sie / nie przejmuje sie” jest cyklem, ale to troche jak z samochodem: raz jest wiecej paliwa, raz mniej. Grunt, ze jedziemy do przodu…
I juz nawet przykre rocznice odchodza coraz bardziej w niepamiec. Krotkie i przykre przeblyski rozmow, scen, wydarzen, muzyki. Wzajemne wyrzuty i niepokoje, fast forward, i znowu jest dobrze.
