Prawo i, niestety, sprawiedliwość
Lacuna confidential file #803; Mind map location(s): Silicon ValleyMemory mapped on: 31 July 2008, 1:25 pm
Patient: Spotless
Po 1.5 roku mieszkania w Stanach, w końcu poczułem się jak w amerykańskim filmie.
Zostałem zatrzymany na autostradzie za “speeding” i dostałem mandat. Wydarzenie było bardzo emocjonujące. Wczesna pora popołudniowa, luz na drodze, systematyczne kontrolne badanie wstecznego lusterka. I nagle — niesympatyczny widok szybko zbliżającego się radiowozu. Zmieniłem pas, zwolniłem, ale wszystko już za późno. Highway patrol zamrugał wesoło światłami, jak w Bliskich Spotkaniach Trzeciego Stopnia — i pozostało mi tylko zjechać na pobocze. Powstrzymałem w sobie pierwotny odruch, by docisnąć i zacząć uciekać. Mignął mi przed oczami znany filmik z youtuba, ale nie spieszy mi się do stanowego więzienia:
Werdykt: 89 mil na godzinę przy dozwolonych 65. Z mandatem jest ciekawa sprawa. Mogę iść z nim do sądu (moje słowo przeciwko słowu i radarowi policjanta), mogę zapłacić i podziękować — ale jest też trzecia opcja, z której skwapliwie skorzystam.
Otóż w Kalifornii (i niektórych innych stanach także), po zapłaceniu mandatu można zadeklarować swój udział w tak zwanej “szkole jazdy”. Po zaliczeniu wykładu i przedstawieniu w sądzie papierka, wykroczenie drogowe znika z (prawie) wszystkich rejestrów - co najważniejsze, nie wpłynie negatywnie na koszty ubezpieczenia. Szkołę jazdy można zaliczyć albo osobiście, w postaci sobotniego występu komika (sic!), który w zabawny i lekki sposób wyłoży wymagany program, lub mogę kurs zrobić… online. Jedyne ograniczenie to fakt, że szkołę można robić maksymalnie raz na 18 miesięcy. Noga z gazu.
Nie wiem jak jeszcze można ułatwić tutaj wygrzebywanie się z popełnionych przewinień — mandat zapłacę na stronie sądu, kurs zrobię online. Chociaż z czystej ciekawości planuję wybrać się do sądu osobiście. Punkty doświadczenia są bezcenne.




